06.03.2015

Małe sukcesy

Dawno nie było konkretnego wpisu, więc dziś najwyższa pora. Zakupy zrobione, Kluchy śpią, Q drzemie, a ja raczę się kawą. 

Każdy kto ma dziecko na pewno też to przerabiał, ale ja doświadczam tego po raz pierwszy, więc proszę wybaczyć. Będąc na co dzień z dziewczynkami bacznie je obserwuję, jak rosną jak się zmieniają, co już potrafią, a czego jeszcze się uczą. Niesamowitym jest móc patrzeć na te ich małe postępy i sukcesy. Kiedy uświadamiam sobie, że my też kiedyś startowaliśmy poziomu zero, czyli jeść, spać i srać, a teraz wyrośli z nas porządni ;) ludzie, to jeszcze bardziej to niesamowite!


Całkiem niedawno nosiłam jeszcze swój OLBRZYMI ciążowy brzuch , jeszcze niedawno przyjmowali mnie do szpitala, zupełnie przed chwilą przyszła położna z hasłem "zabieram Panią na poród", a Kluchy już mają 9 tygodni. Czas zapieprza, tyle mogę powiedzieć! Niesamowicie szybko zapieprza! Już stuknęły nam 2 miesiące! Od jakiegoś tygodnia dziewczyny potrafią świadomie (przynajmniej taką mam nadzieję) uśmiechać się, a wczoraj dokonał się kolejny mały sukces. Do tej pory dziewczyny jedynie z wielkim trudem przekręcały głowę leżąc na brzuchu, szorując przy tym nosem po kocu z czego i tak byłam bardzo dumna, ale wczoraj Basiolek zaskoczył mnie, że ho ho! Pani doktor chciała osłuchać jej plecy i położyła ją na brzuchu. Spokojnie obserwuję sytuację, a tu BACH Basiolek trzyma głowę w górze. Wysoko i dość stabilnie. Ależ ja byłam z niej dumna! I może ktoś tam powie, łuuuu dopiero teraz, ależ mi wyczyn, a ja tam jestem z niej dumna jak paw! Dziś do grona podnoszących głowę dołączył też Tosiulek. A ciekawe co przyniesie nam dzień jutrzejszy?

Niedawno Magda, mama Marysi i Michała powiedziała mi " Michaś ułożył wieżę z trzech klocków, a ja byłam dumna jakby skończył Oxford". Takie to nasze małe sukcesy .



Chyba takie już jesteśmy MY MAMY, MY RODZICE, że nasze dzieci będą dla nas najpiękniejsze, najmądrzejsze i najcudowniejsze. Każdy ich malutki postęp jest dla nas krokiem milowym. Najpierw podniesiona głowa, potem pierwszy krok, później występ w przedszkolu, pasowanie na ucznia, a za chwilę studniówka i matura! Ani się obejrzymy a dzieci nam z domu wyjdą, tak ten czas zapieprza!


3 komentarze:

  1. Ja przy każdym takim 'milowym kroku' ryczę jak bóbr.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja pamiętam, jak mój Antoś w wieku 2 lat mnie pierwszy raz świadomie okłamał, a ja poleciałam do mojej mamy z dumą ją powiadomić, jak mój synek rozwija myślenie abstrakcyjne i jaki kreatywny jest! :>

    OdpowiedzUsuń
  3. Niedawno Starsza sama usiadła, zrobiła pierwszy krok, a już jest przedszkolakiem (ma 4 lata). Teraz przeżywam te milowe kroki po raz drugi, Młodsza siedzi i zaczyna wyciągać rączki żeby ją wziąć, skończyła właśnie 7 miesięcy.

    OdpowiedzUsuń